Monday Eye Candy No.5 Keanu Reeves
"Za stare dobre czasy!"
Keanu Reeves to nasz neo and only, wyniesiony na piedestały w The Matrix x 3
Ale zagrał także u Van Santa w Moje własne Idaho (klasyka filmu gejowskiego z 1991), Point Break, Mały Budda i Constantine oraz w wielu innych filmach, o których nie zawsze warto wspominać :) Warto, natomiast, je obejrzeć jeśli chce się popodziwiać Keanu, bo wiele romantycznych ról ma na koncie.
Wiadomo, że nie zawsze fajnie jest być sławnym... Przeglądając Google i podstrony w poszukiwaniu dzisiejszego Candy natknęłam się na niesłychaną ilość po prostu głupich zdjęć Keanu Reevesa. Naprawdę to niefajnie być taki sławnym i mieć w sieci tyle zdjęć, których można się wstydzić :)
* * *
Dzisiaj spadł II Śnieg Tej Zimy
Pamiętam to uczucie z dzieciństwa, kiedy budziłam się, na przykład, w sobotę rano i uderzona jasnością za oknem, wyglądałam na świat, żeby odkryć pierwszy śnieg. Pamiętam to podekscytowanie i błaganie mamy, żeby pozwoliła wyjść się pobawić :)
A propos drugiego śniegu przypomniała mi się też piosenka Pidżamy Nasze nogi są jak z gumy. To wyjątkowo piękna w pidżamowym stylu piosenka na zawroty głowy.
* * *
Dostałam niedawno link do pierwszego odcinka Who's Line Is It Anyway ^_^ Kto jak kto, ale Amerykanie wiedzą jak produkować rozrywkę.
Udało mi się znaleźć tenże odcinek z polskimi napisami, bo z wersji oryginalnej ciężko cokolwiek zrozumieć... Warto zobaczyć obie części (mnie źrebak powalił i zaczęłam śmiać się w głos!)
Naprawdę POLECAM!
W związku z tym fatalnym amerykańskim akcentem, przyszedł mi do głowy film Fame z 1980 roku. Niestety nie pamiętam już czy to w oryginalnej wersji, czy w remake'u z 2009, podczas przesłuchań aktorskich, pewien chłopak usłyszał, że bełkocze. Odpowiedział, że Marlon Brando i James Dean też bełkotali, ale ludzie ich kochali :) I to jest prawda. Żal jednak, kiedy słucha się polskiego kina i nic zrozumieć się nie da. Za to serce rośnie przy Jandzie, Zamachowskim, czy nawet Piotrze Kraśko, który zanim zaczął pracę w telewizji skończył szkołę teatralną (!) A słuchaliście kiedyś George'a Clooneya? Nie? To, kurcze, posłuchajcie! Może pojawi się tu któregoś poniedziałkowego poranka ;)
Wracając do Fame... Wiem, że to kino rozrywkowe, dla nastolatków i tak dalej... Ale przyznaję się, że obejrzałam obie wersje ^^ Fame 1980 jest całkiem przyzwoitym filmem. Naprawdę! I do tego ma ten oszałamiający klimat młodzieżowo-buntowniczych filmów takich, jak Breakfast Club, Pretty In Pink i innych z tamtych czasów.
Fame 2009 jest całkiem bliskie temu, co napisałam na początku, mimo to, uważam, że można sobie sprawiedliwie pozwolić na obejrzenie, bo to taki typ filmu, który przyjemnie inspiruje do ruszenia z miejsca, do wykrzesania z siebie odrobiny kreatywności, do zrobienia czegokolwiek. Nawet jeśli trwa to bardzo krótko.
Oba filmy, a ten pierwszy zwłaszcza, wspaniale pokrzepią ducha i wyobraźnię w te już zimowe, długie, szarawe popołudnia lub wieczory.
Prawdziwie miłego tygodnia!




Monday Eye Candy is wonderfu(e)l!
OdpowiedzUsuńa śniegu w Łódce brakuje... pada jakby chciał, a nie mógł...
Ach, to takie łódzkie. Jakby chcieli a nie mogli...
Usuń