Prawie cały zeszły rok próbowałam albo odkryć coś nowego i ciekawego do oglądania, albo wyśledzić w sieci to, o czym już wiedziałam, że chcę obejrzeć. W pierwszym przypadku najczęściej dawałam za wygraną. Zakończyłam rok z myślą, że był wybitnie ubogi w warte zobaczenia serie. Otóż, nie mogłam się bardziej pomylić. No, może pomyłka nie była taka wielka, bo tychże ciekawych pozycji nie było tak wiele, ale mimo wszystko - te, które zaistniały są naprawdę warte poświęcenia chwili uwagi (a przynajmniej prawie wszystkie).
Przedstawiam pierwszą część zestawienia - ku mojemu własnemu zadziwieniu.
UWAGA! Osobiście nie widziałam wszystkiego, ale bazując na Newtype Anime Awards 2012 i mojej skromnej znajomości twórców japońskiej animacji, uczciwie polecam poniższe tytuły (między innymi ze względu na efekty wizualne:).
(Newtype Anime Awards przyznawane są na podstawie głosowania fanów i widzów TV.)
Pełną listę nagrodzonych można zobaczyć klikając tutaj.
Nisemonogatari
Projekt postaci: Akio Watanbe
Produkcja: SHAFT
Produkcja: SHAFT
Oryginalny twórca: NisiOisin
Oryginalny projekt postaci: VOfan
Oryginalny projekt postaci: VOfan
11 epizodów
Oh yeah… Ciag dalszy, bo to sequel prawie legendarnego Bakemonogatari, losów Koyomi. Tym razem seria koncentruje się na jego… siostrach oraz bratersko-siostrzanych relacjach. Kto widział Bakemonogatari ten wie, że mało tam niewinności w braterskiej miłości. Karen i Tsukihi okazują się nie bardziej tuzinkowe.
Jak zwykle, przyjemny dla oka projekt postaci, interesujące tła. A wszystko to pod znakiem vector art. Można się spodziewać czystych kolorów, ciekawej pracy kamery i niejednokrotnie zaskakującego montażu godnego radzieckiej szkoły. Do tego świetna oprawa muzyczna doskonale powielająca raportowość tego audio-video smakołyku. Wpadające w ucho ending i openingi, fan service – dla tych, co lubią i ogromna dawka makabrycznego humoru. Czegóż innego można spodziewać się po SHAFT.
Miłym zaskoczeniem była zmiana wyglądu bohaterów odzwierciedlająca upływ czasu i wartości wszelako moralnych.
Dodam jeszcze, że Nisemonogatari otrzymało Newtype Awards w kategoriach Najlepsze Anime oraz Najlepsza Reżyseria.
Oh yeah… Ciag dalszy, bo to sequel prawie legendarnego Bakemonogatari, losów Koyomi. Tym razem seria koncentruje się na jego… siostrach oraz bratersko-siostrzanych relacjach. Kto widział Bakemonogatari ten wie, że mało tam niewinności w braterskiej miłości. Karen i Tsukihi okazują się nie bardziej tuzinkowe.
Jak zwykle, przyjemny dla oka projekt postaci, interesujące tła. A wszystko to pod znakiem vector art. Można się spodziewać czystych kolorów, ciekawej pracy kamery i niejednokrotnie zaskakującego montażu godnego radzieckiej szkoły. Do tego świetna oprawa muzyczna doskonale powielająca raportowość tego audio-video smakołyku. Wpadające w ucho ending i openingi, fan service – dla tych, co lubią i ogromna dawka makabrycznego humoru. Czegóż innego można spodziewać się po SHAFT.
Miłym zaskoczeniem była zmiana wyglądu bohaterów odzwierciedlająca upływ czasu i wartości wszelako moralnych.
Dodam jeszcze, że Nisemonogatari otrzymało Newtype Awards w kategoriach Najlepsze Anime oraz Najlepsza Reżyseria.
Przypomnę tylko, że bake to
potwór a nise – podróba :)
Bardzo smacznie!
Bardzo smacznie!
Sakamichi no Apollon (Kinds On The Slope)
Reżyseria: Shinichiro Watanabe [wreszcie!]
Projekt postaci: Nobuteru Yuki Muzyka: Yoko Kanno [!]
Produkcja: Mappa, Tezuka Production
Na podstawie mangi pod tym samym tytułem autorstwa Yuki Kodama
12 epizodów
Obyczajówka jakich mało… w dzisiejszych czasach. Przede wszystkim za sprawą projektu postaci prawie niczym sprzed ery moe.
60’s in Japan! Historia stara
jak literatura dla młodzieży. Porządny, wzorowy licealista spotyka największego
rozrabiakę w szkole. Tenże delikwent okazuje się być całkiem fajnym gościem i
za jego to sprawą główny bohater odkrywa uroki życia w pięknych latach
sześćdziesiątych.
Historia o dorastaniu, o
przyjaźni, o miłości do Jazzu (bo to bardzo ważny wątek) i o… hmm, zobaczymy o
czym jeszcze.
Shinichiro Watanabe i Yoko Kanno – coś Wam to mówi? Powinno, bo duet zrealizował wspólnie, całkiem już legendarną, serię Cowboy Bebop.
Shinichiro Watanabe i Yoko Kanno – coś Wam to mówi? Powinno, bo duet zrealizował wspólnie, całkiem już legendarną, serię Cowboy Bebop.
Co więc należy oczekiwać? Na
pewno doskonałej ścieżki dźwiękowej i świetnej reżyserii. Autorem scenariusza
jest ktoś inny, ale mimo to, mam szczerą nadzieję, że jeden z najlepszych
twórców anime nie zawiedzie swoim nowym tytułem
Dla tradycjonalistów, fanów
Watanabe, fanów Kanno, fanów animowanych dramatów i opowieści z kontekstem
historycznym w tle.
Nie widziałam, nie widziałam, ale ZOBACZĘ, ASAP!
Nie widziałam, nie widziałam, ale ZOBACZĘ, ASAP!
Fate/Zero
Reżyseria: Ei Aoki (Ga-rei-zero)Muzyka: Yuki Kajiura (Baccano!, Pandora Hears, Mobile Suit Gundam)
Oryginalny twórca: Gen Urobachi
Oryginalny projekt postaci: Takashi Takeuchi
Projekt postaci: Atsushi Ikariya, Tomonori Sudou
Produkcja: ufotable, Aniplex i Nitro+
13 epizodów (+ 12 epizodów drugiego sezonu)
Prequel Fate/Stay Night. Dla tych, co znają wszystko jasne. Dla tych, którzy Fate/Stay Night nie oglądali (w tym mnie samej) fabuła jest zagadką.
Otóż, historia wcale nie
prosta. Na świecie co jakiś czas wybuchają wojny o Świętego Graala.
Przywoływani ze świata dusz słudzy, walczą dla 7 magów i ich rodów. Jednym z
owych siedmiu jest Kiritsugu Emiya, który przywołuje do świata żywych Saber,
Króla Rycerzy, która (bo to blond dziewczyna) jest prawdziwym wcieleniem Króla
Artura…
Naprawdę trudno wszystko
opowiedzieć w skrócie. Fabuła jest dość skomplikowana i złożona. Wątki
polityczne, historyczne, elementy walk, magiczne moce i legendy splatają się tu
bardzo mocno tworząc niezwykle wciągającą historię.
Tym razem praca scenarzystów
nie ograniczyła się tylko do napisania dobrej opowieści. Przede wszystkim
stworzono kontekst dla Fate/SN i dopełniło całość.
Od strony audio-wizualnej jest równie intrygująco. Przyjemny dla oka, a nie przesłodzony dizajn charyzmatycznych postaci, animacja na dość wysokim poziomie, niezłe tła i uczciwa oprawa muzyczna. Do tego gwiazdorska obsada głosów.
Seria pobiła konkurencję zdobywając pierwszą pozycję jako najlepsze anime 2012 roku na liście Newtype oraz nagrody w prawie wszystkich pozostałych kategoriach. Podbiła serca i serwery fanów na całym świecie.
Chyba też się skuszę. Tylko od czego zacząć??
Od strony audio-wizualnej jest równie intrygująco. Przyjemny dla oka, a nie przesłodzony dizajn charyzmatycznych postaci, animacja na dość wysokim poziomie, niezłe tła i uczciwa oprawa muzyczna. Do tego gwiazdorska obsada głosów.
Seria pobiła konkurencję zdobywając pierwszą pozycję jako najlepsze anime 2012 roku na liście Newtype oraz nagrody w prawie wszystkich pozostałych kategoriach. Podbiła serca i serwery fanów na całym świecie.
Chyba też się skuszę. Tylko od czego zacząć??
The iDOLM@STER
Reżyseria: Atsushi NishigoriOryginalny projekt postaci: Toshiyuki Kubooka
Projekt postaci: Atsushi Nishigori
Produkcja: A-1 Pictures
25 odcinków
13 moe dziewcząt startuje w talent-show. Każda z nich jest inna i ciekawa, ale wszystkie mają jeden cel – zostać top model! … Nie, bez kitu, tym razem wszystkie marzą o tym, żeby wspiąć się na szczyt muzycznej sławy. Która z nich okaże się najlepszym materiałem na idolkę? O tym właśnie jest ta seria.
Talent-show nam zawsze mało. W
końcu sam nasz polski Idol miał ile edycji? 4? 5? Temat wreszcie znalazł swoje
echo w serii anime, która, swoją drogą, jest adaptacją popularnej gry
konsolowej pod tym samym tytułem.
Ooh! Big stuff! Seria ma ogromną obsadę i super-długą listę openingów i endingów, bo jak się zdaje każda bohaterka albo chociaż większość dostała tam swoją szansę. Jest to niewątpliwie punkt dla serii, bo na pewno nie zdążymy się znudzić. Uwagę przykuwa uroczy wygląd bohaterów. Jest też zapewne sporo śmiechu, wpadek, ale i trochę dramatu. Po A-1 Pictures należy się spodziewac nie mniej niż dobrej animacji, jak i dobrej reżyserii po Nishigorim. Kolejnym plusem serii jest naprawdę dobre odwzorowanie realiów programów tego typu znanych nam z telewizji.
Zdecydowanie dla fanów J-pop, kultu idoli, moe i komedii w ogóle. Charyzmy też na pewno tam nie brak a liczebność głównych bohaterów poszerza spektrum odbiorcze. Nawet Ci, którzy stronią od tego typu anime znajdą tam coś dla siebie. Hm, jest nadzieja taka przynajmniej.
Ooh! Big stuff! Seria ma ogromną obsadę i super-długą listę openingów i endingów, bo jak się zdaje każda bohaterka albo chociaż większość dostała tam swoją szansę. Jest to niewątpliwie punkt dla serii, bo na pewno nie zdążymy się znudzić. Uwagę przykuwa uroczy wygląd bohaterów. Jest też zapewne sporo śmiechu, wpadek, ale i trochę dramatu. Po A-1 Pictures należy się spodziewac nie mniej niż dobrej animacji, jak i dobrej reżyserii po Nishigorim. Kolejnym plusem serii jest naprawdę dobre odwzorowanie realiów programów tego typu znanych nam z telewizji.
Zdecydowanie dla fanów J-pop, kultu idoli, moe i komedii w ogóle. Charyzmy też na pewno tam nie brak a liczebność głównych bohaterów poszerza spektrum odbiorcze. Nawet Ci, którzy stronią od tego typu anime znajdą tam coś dla siebie. Hm, jest nadzieja taka przynajmniej.
Danshi Koukousei no nichijou
Reżyseria i scenariusz: Shinji
Takamatsu
Projekt postaci: Yoshinori
Yumoto
Produkcja: Sunrise
Na podstawie mangi Yasunobu Yamauchi
12 odcinków
Danshi Koukousei… czyli Licealistów Dzień Powszedni, ale zaznaczyć należy, że chodzi tu o uczniów wyłącznie męskiego liceum, a konkretnie o trzech z nich.
Produkcja: Sunrise
Na podstawie mangi Yasunobu Yamauchi
12 odcinków
Danshi Koukousei… czyli Licealistów Dzień Powszedni, ale zaznaczyć należy, że chodzi tu o uczniów wyłącznie męskiego liceum, a konkretnie o trzech z nich.
Jest to jedno z tych anime,
których zarys fabuły można wyrazić w jednym zdaniu. Co więc zwróciło moją
uwagę? Między innymi komentarz na YouTube „wreszcie prawdziwie męska reakcja”.
Otóż, jednym z wątków serii jest relacja 3 licealistów do dziewcząt/kobiet. I
faktycznie, obserwować można realistyczne męskie reakcje… Tak choro irytujące w
rzeczywistości a tak szalenie zabawne na ekranie. Nie tylko prawdziwość
okazjonalnego, a przypisanego płci prostactwa przyczyniają się do komedii, ale
paskudne miny i groteskowe pozy również. Wszyscy (albo prawie wszyscy) znamy te
wstrętne i powalające ekspresje w GTO lub Hajime no ippo…
Podsumowując, fabuła sprowadza
się do bardzo codziennych zdarzeń, które większość z nam mogła przeżyć lub
zaobserwować będąc samemu licealistą.
Ja się zaśmiewałam od
pierwszego epizodu, ba! Zaśmiewałam się już przy kilku urywkach na YouTube. A
to coś znaczy! ^^
Warsztatowo nie ma co spodziewać się cudów, bo jest to komedia najprostszego gatunku. Nie będę się tu więc rozpisywać. Po prostu oglądajcie i cieszcie michy!
Warsztatowo nie ma co spodziewać się cudów, bo jest to komedia najprostszego gatunku. Nie będę się tu więc rozpisywać. Po prostu oglądajcie i cieszcie michy!
Tsuritama
Reżyseria: Kenji Nakamura
(Mononoke, Ayakashi, Kuchu Buranko)
Projekt postaci: Atsuya Uki (twórca Cencoroll)
Produkcja: A-1 Pictures
12 epizodów
Podobno wielki niedoceniony 2012 roku. Trudno mi to kategorycznie potwierdzić, bo przyznaję, że nie widziałam ani odcinka (jeszcze), ale autorami produkcji są ludzie niewątpliwie intrygujący.
Projekt postaci: Atsuya Uki (twórca Cencoroll)
Produkcja: A-1 Pictures
12 epizodów
Podobno wielki niedoceniony 2012 roku. Trudno mi to kategorycznie potwierdzić, bo przyznaję, że nie widziałam ani odcinka (jeszcze), ale autorami produkcji są ludzie niewątpliwie intrygujący.
Co więc otrzymamy po
połączeniu niepozornie bardzo creepy wersji japońskich legend wypełnionych
dziwnymi, tworzonymi w komputerze patternowymi panelami z nowoczesnym autorskim
dizajnem postaci ( niby cute, ale nie do końca) w świetnie napisanej historii (niby
niewinnej, ale nie do końca) o kosmitach?
Otóż, otrzymamy Tsuritama ^_^
Piękny twór o dziwnych bohaterach z jeszcze dziwniejszymi, ale bardzo
atrakcyjnymi elementami graficznymi (patternowymi panelami), tak lubianymi
przez Nakamurę. Ach! Jeszcze takie ciekawe, bardzo komiksowo wyglądające tła.
Pierwsze takie, jakie widziałąm… Wiem, wiem, znowu mało to mówi. Chyba nie
jestem najlepszym recenzentem… Uwierzcie mi po prostu, jak powiem, że anime
warte obejrzenia ze względu na niewątpliwe walory estetyczne.
Projekt postaci by Atsuya Uki jest dodatkowym
wielkim plusem dla fanów Cencoroll czekających ciągle na ciąg dalszy twórczości
tego autora.
Seria opowiada o czwórce
bohaterów, którzy spotkali się… łowiąc ryby na wyspie Enoshima… Brzmi prosto i
zapowiada się przyjemnie? Wcale nie, brzmi nudno. Ale, nie z tą akurat czwórką
bohaterów: Yuki – introwertyczny licealista z upośledzeniem gruczołu
socjalizacji, Haru – nad wyraz entuzjastyczny, nieco infantylny
kosmita-samozwaniec, Natsuki wiecznie-poirytowany, z fryzurą prawie na cześć
Spike’a Spiegel oraz tajemniczy Hindus Akira, wyglądający niemniej niż reszta.
Wszyscy razem brzmią jak zlot fanklubu Roswell. Myślę, że można liczyć na całkiem
zdrową dawkę inteligentnej komedii.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz